Czy konstrukcja języka, jakim się porozumiewamy może mieć wpływ na osiąganie sukcesów? Jak używać podświadomości by ułatwić sobie osiąganie sukcesów – o tym napisano tony publikacji. Kto czytał i stosuje, ten czuje, że związek przyczynowo skutkowy pomiędzy sposobem myślenia a fizyczną rzeczywistością jest odczuwalny, zawartość twardego dysku naszego umysłu warunkuje to, co nas spotyka.

Dzisiaj zamierzam podzielić się z Wami przemyśleniami na temat konstrukcji naszego języka i jej związku z działaniem podświadomości. Gdzieś głęboko w brzuchu mam poczucie, że związek ten jest silny i warto go nie lekceważyć, a przynajmniej wziąć pod uwagę.

Dla przykładu, dość popularna jest sugestia, by „problem” nazywać „sprawą do załatwienia”, ponieważ w naszym języku słowo „problem” ma jednoznacznie negatywne znaczenie, a przecież niekoniecznie musi tak być. Tam, skąd to słowo przyszło, jego znaczenie jest szersze – problem, to coś, czym należy się zająć. Wielu twierdzi, że zamiana słowa „problem” na „sprawa do załatwienia” zmienia znacząco efektywność znajdowania rozwiązań.

Zgadzam się z poglądem, iż podświadomość działa jak aplikacja komputerowa – nie interpretuje i nie zna się na żartach. Dla aplikacji komputerowej problem to problem, sprawa to sprawa a choroba to choroba.

Mówienie „w żartach” przez osobę palącą papierosy, że „idzie nakarmić raczka” dla mnie nie jest śmieszne. Podświadomość nie zna się na żartach. Dla aplikacji jest to instrukcja do wykonania.

Czy używane słowa mogą sabotować osiąganie sukcesów?

Niezależnie od tego, co myślimy i mówimy mając na to wpływ, śmiem twierdzić, że znaczące „utrudniacze” mamy wbudowane w nasz ojczysty język. Posługujemy się nimi i utrudniamy sobie osiąganie sukcesów, bowiem język polski zawiera usterki, które mogą sabotować nasz sposób myślenia.

Oto niektóre z nich.

Mieć czegoś „pod dostatkiem”

Na tę niedoróbkę językową zwrócił moją uwagę Andrzej, trener rozwoju osobistego, który swego czasu pomógł ogarnąć kilka tematów. Było to podczas pracy z przekonaniami na temat pieniędzy, gdy w pewnym momencie stwierdziłem, że „chciałbym ich mieć pod dostatkiem”.

Andrzej w odpowiedzi wskazał palcem wskazującym jednej ręki punkt w przestrzeni mniej więcej na wysokości swojej głowy i powiedział: „wyobraź sobie że to jest Twój dostatek, a tutaj, pod nim, są Twoje pieniądze” – palcem drugiej ręki pokazał punkt nieco poniżej pierwszego.

Rzeczywiście. Jeśli mam żyć W DOSTATKU, moje pieniądze nie mogą być POD nim, tylko powinny być jego częścią.

“Martwić się”

To dość świeże odkrycie. Po niedawnej rozmowie z koleżanką zastanowiła mnie bliskość czasownika „martwić się”, „być zmartwionym” do przymiotnika „martwy”. Sprawa jest dla mnie jasna – martwić się, to wszak nic innego jak „czynić się martwym”. Czy naprawdę tego chcemy, martwiąc się? A co się dzieje z ludźmi, którzy ciągle się czymś martwią? Czy lubimy z takimi przebywać? Czy dobrze czujemy otoczeni „zmartwieniami”? A może można by nazwać ten proces poświęcania uwagi jakiejś kłopotliwej sprawie inaczej, bardziej konstruktywnie?

“Mieć długi”

Różne rzeczy można mieć długie, ale w tym momencie chodzi o wiszenie komuś kasy 🙂 Nie mam pojęcia kto i dlaczego nazwał „zobowiązanie finansowe” „długiem”, czyli skojarzył je z „długością”. Być  może komuś pokiełbasiło się anglosaskie „loan” z „long”? Ja w każdym razie nie uważam, aby jakiekolwiek zobowiązanie koniecznie musiało być „długie” lub obciążać mnie przez „długi czas”.

“Związek”

Tu mam na myśli relację między dwojgiem bliskich ludzi. Jeśli jestem w związku, to jestem związany, innymi słowy już nie jestem wolny. Otwarte pozostawiam pytanie, czy to dobrze, czy niedobrze, zapewne pojęcie jest względne. Jest jednak mnóstwo ludzi, sam się do takich zaliczam, dla których wolność jest dużą wartością i być może jest tak, że nazywając relację z bliską osobą „związkiem” de facto sami pozbawiają się wolności, bo zaczynają zachowywać się jak „związani” i po pewnym czasie zaczynają czuć się nieszczęśliwie w tej sytuacji.

Uważam, że życie w relacji z kimś nie wyklucza bycia wolnym człowiekiem, dlatego unikam nazywania tego związkiem.

W naszej kulturze świętujemy zaślubiny dwojga ludzi jako najważniejszy dzień w życiu, przynajmniej do ego momentu. Z drugiej strony nazywamy tę sytuację „końcem wolności”. Wieczór kawalerski / panieński jest ceremonią pożegnania stanu wolności i ostatnią oficjalną okazją by wolnym się poczuć. „Fajny był z niego kolega, ale już koniec, koniec wolności”.

“Jeszcze Polska…”

Teraz moje ulubione, choć to nie tyle usterka językowa, co raczej usterka naszej narodowej mentalności: „jeszcze Polska nie zginęła”…

Kiedy jestem pytany, dla przykładu: „czy jesteś gotowy do wyjścia” i odpowiadam „jeszcze nie”, oznacza to, że „nie jestem gotowy, ale za chwilę będę”. Zwrot, że coś się jeszcze nie zdarzyło zawiera presupozycję, że wydarzy się za niedługi czas.

Zatem jako naród śpiewający z ręką na sercu „jeszcze Polska nie zginęła”, dobrowolnie, od kilkuset lat stawiamy się w poczuciu permanentnego zagrożenia. Deklarujemy głośno i z uczuciem, iż właściwie to spodziewamy się katastrofy naszego kraju, bo nasza Polska co prawda JESZCZE istnieje, ale za chwilę…

Chociaż lubię podróżować i czuję się obywatelem świata, to naprawdę lubię swój kraj i dobrze mi tu. Zależy mi na tym, by trwał w dobrobycie po wsze czasy. Nie chcę by „jeszcze istniał, póki ja żyję”, bo zostaną tu po mnie moje dzieci i wnuki i chcę aby one też cieszyły się tym krajem.

Dlatego NIGDY NIE ŚPIEWAM Mazurka Dąbrowskiego. Nawet nie powtarzam jego słów w myślach. Uważam że osobie, która ustanowiła ten utwór muzyczny naszym hymnem narodowym powinniśmy wybaczyć chwilę słabości, a następnie warto przedyskutować kwestię wyboru nowego narodowego hymnu.

Jak żyć?

Świadomie! Nazywając rzeczy zgodnie z ich deklarowanym znaczeniem, zgodnym z intencją nazywającego. Bo podświadomość nie zna się na żartach i wykonuje instrukcje tak, jak dosłownie brzmią.

Problem to po prostu sprawa do załatwienia. Dług to czasowe zobowiązanie. Żyjemy w dostatku a nie pod dostatkiem. Związek to relacja, połączenie, ale nie koniec wolności. Zamiast się martwić możemy czuć niepokój lub rozmyślać o czymś.

A zamiast śpiewać, że Polska „jeszcze” nie zginęła, możemy znaleźć dziesiątki innych, budujących ją tekstów, którymi możemy (i powinniśmy) zacząć faszerować swoją narodową podświadomość.

A jakie jest Twoje, szanowny czytelniku, zdanie w opisanym temacie? Napisz, co myślisz w komentarzu. A jeśli czujesz, że coś w tym jest, podaj dalej!

Koszyk Produkt usunięty Cofnij
  • Koszyk póki co jest pusty.

Pin It on Pinterest

Share This

Podaj dalej!

Jeśli uważasz ten wpis, za wartościowy i pomocny, udostępnij znajomym.