Piszę, bo wkurza mnie, kiedy porządni ludzie tracą pieniądze i dobre imię przez naiwność i zwykłą niewiedzę. To się zapewne jeszcze nie raz wydarzy, ale może kolejne parę osób zacznie orientować się w temacie?

Przyszła kryska na jeden z programów dających zarabiać na klikaniu w reklamy. W atmosferze oburzenia wielu uczestników oraz rechotu tych, co od pierwszego wejrzenia wiedza, w czym rzecz, Traffic Monsoon został okrzyknięty piramidą finansową oraz rozpoczęło się dochodzenie przeciwko firmie w tej sprawie.

Rzecz została opisana tutaj. Kolega Samcik opisał to bardzo sensownie, więc nie będę powielać rzeczowej analizy przypadku. Ci, którzy posiadają zdolność logicznego myślenia, wnioski wyciągają chętnie, zaś na dyskusje z tymi drugimi czasu i energii szkoda. Jeśli o mnie chodzi, liczę na rozwianie watpliwości i ratunek dla ludzi, którzy są „na krawędzi”. Chcę chronić przed poważnym błędem takich, co jeszcze nie utopili pieniędzy i reputacji, aczkolwiek podatni są na komunikaty formułowane z użyciem semantyki typu „nic nie musisz sprzedawać” oraz „umiesz klikać, umiesz zarabiać”.

Do awantury wokół Traffic Monsoon dodam moją zdartą płytę na temat tego, co jest, a co nie jest finansową piramidą. Nie decydują o tym sprytnie sformułowane opisy ani czyjekolwiek opinie. Decyduje o tym matematyka. Z piramidą finansową mamy do czynienia gdy:

  • Wspólny worek, z którego wypłacane są zyski, zasilany jest wyłącznie lub w dominującej części przez uczestników wstępujących do programu. Tak jest w programach revshare, nazwanych w ten sposób po to, by stworzyć „branżę” o profesjonalnie wyglądającej nazwie.
  • Wspólny worek NIE jest lub jest w minimalnym stopniu zasilany przez regularną, powtarzam, regularną konsumpcję produktu lub usługi posiadającego realną wartość rynkową.

Oczywiście istnieje jeszcze cały duży wątek dotyczący istnienia produktu lub usługi, o tym czy produkt jest, czy go nie ma, a może ten co jest, jest tylko przykrywką. Po lekturze jednej z kilku dyskusji na Facebooku wokół tego tematu mam wrażenie, że nie ma sensu się w to włączać. Jeśli dla kogoś „pakiet reklamowy” w tworze takim jak Traffic Monsoon jest usługą o realnej wartości rynkowej, to cóż począć. Istnieje na świecie legalna organizacja zrzeszająca wyznawców poglądu, że Ziemia jest płaska. Czy jest sens ich przekonywać, że jest inaczej?

Czy piramidy finansowe są obiektywnie złe i należy ich unikać?

Z piramidami finansowymi jest trochę tak, jak z marihuaną. Oficjalnie obowiązuje na nią prohibicja – ale co z tego?

Chyba nie ma sensu dyskutować, czy jest obiektywnie dobra czy nie, a polemika na ten temat nigdy się nie skończy. Bez względu na to, co na ten temat bedą twierdzić amerykańscy naukowcy oraz polski rząd, marihuana była, jest i będzie.

Rzecz w tym, by uczestnicząc lub nie uczestnicząc w czymś, robić to świadomie, na równi z potencjalnymi korzyściami rozpatrując konsekwencje. Spodziewane korzyści są wiadome: relatywnie łatwy zarobek przy minimalnych nakładach. Do tego miejsca wszystko jest OK, wszak w biznesie wszyscy chcemy większych efektów przy niższych nakładach. Taka jest definicja efektywności.

Jeśli chodzi o produkt czy usługę, etyczna strona zagadnienia nie jest gorsza niż w przypadku kogoś, kto sprzedaje wodę z cukrem i chemicznym barwnikiem, dodając do tego kilka procent koncentratu owocowego, nazywając to sokiem. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z gównem w ładnym papierku, przy czym odpowiedzialni za istnienie gówna w papierku są zarówno jego twórcy, jak ci, którzy za nie płacą.

Rzecz w konsekwencjach i ryzyku. Warto je znać i podejmować decyzje rozpatrując zarówno korzyści, jak ryzyka.

Piramida finansowa musi upaść

Gdy tak się stanie, na polu pozostanie mnóstwo ludzi, którzy wpłacili, ale już nie wypłacą. Tak jak właśnie się stało z Traffic Monsoon. Cześć piramid upadnie w atmosferze afery, mając na karku lokalne organa ścigające nielegalne działalności. Inne zgasną po cichu, zakończą działalność bez rozgłosu. Każda jednak musi się skończyć, a decyduje o tym statystyka. To działa jak grawitacja, nie ma znaczenia, co o niej sądzisz. Pogódź się z tym, po prostu.

Reklamując komuś piramidę ryzykujesz utratę dobrego imienia

Jeśli sam stracisz pieniądze, bo wszedłeś w piramidę w przeddzień jej upadku, to Twój problem. Wygrywasz zasłużoną nagrodę Darwina w kategorii „finanse osobiste”. Jeśli stracą pieniądze zwerbowani przez Ciebie Twoi znajomi, to niestety, stracisz przyjaciół, a nierzadko także Twoje nazwisko straci na wartości. Czy warto? Nie wiem. Dla mnie, nie warto.

Pin It on Pinterest

Share This

Podaj dalej!

Jeśli uważasz ten wpis, za wartościowy i pomocny, udostępnij znajomym.